Zbigniew Stanczyk

Film Consultant

Amerykański znajomy powiedział mi, ze znam historie Kalifornii i widziałem w niej więcej niż większość ludzi, którzy się tam urodzili.

Być może jest to bardziej typowe dla imigrantow szukających wiezi z nową ojczyzną. A moze mam w sobie jakiś męski instynkt terytorialny.

Nie poprzestanę dopóki nie zaglądnę w każdy kąt i dobrze go nie poznam.

Mieszkając w Kalifornii przez wiele lat znajdowalem miejsca, ktore mnie zdumiewaly. Kiedy już się wydawalo, ze nic mnie nie zaskoczy, zza rogu wyłanialo sie coś nowego. To szczególnie jest prawdą w odniesieniu do San Francisco i Doliny Krzemowej.

San Francisco to relatywnie małe miasto, liczy zaledwie 800 tysiecy mieszkańców, ale jest nieskończenie inspirujące. Przez lata pracy na Stanfordzie podejmowałem wielu gości. Wiedziałem, ze ten czas spędzony w zaczarowanym mieście pozostanie w ich pamieci na zawsze. To jeden z lepszych prezentów jaki mogłem im podarować.

Oprowadzanie stało sie moim hobby, na ktore poświęcalem wiele wolnego czasu. To najciekawszy wykład jaki moglem zaoferować bo wszystko co nas otaczalo podczas zwiedzania ma swoja historie. Zdarzało mi się spedzic z gośćmi 10-12 godzin i gdy przychodziła pora zakonczyc podróż miałem wrażenie, że byłem daleko od zamkniecia tego rozdzialu. Kupowalem każda nową książkę o tym mieście i każdorazowo zaczynalem naukę od nowa. Zrobiłem pare tysięcy fotografii i znajdowalem nowe miejsca, których dotąd nie utrwaliłem.

Każdy z nas, nawet ten mieszkający w najodleglejszych punktach ziemi nosi w duszy, sercu lub w kieszeni kawałek San Francisco i Doliny Krzemowej. To jedno z bardziej twórczych i jedno z mocniej promieniujących ideami miejsc na świecie. Zmieniło wiele w świadomości ludzkości, w naszym stylu życia, w tym co dzisiaj ubieramy (tak, tak), jak dokonujemy tranzakcji płatniczych, jakiej słuchamy muzyki, czym sie posługujemy na codzień w porozumiewaniu ze swoim otoczeniem i z innymi kulturami.

W roku 2015 wróciłem do mego rodzinnego miasta Wrocławia, które mnie fascynuje nie mniej niż San Francisco. Często opowiadam o moich kalifornijskich doświadczeniach i jak widzę przyszłość Dolnego Śląska z jego rodząca się kulturą informatyczną. Dostrzegam podobieństwa i różnice. Chętnie dziele się swoimi spostrzeżeniami: Co uczynić by nasza kultura stała się bliższa temu co wypracowano w San Francisco i w Dolinie Krzemowej.